czwartek, 25 marca 2021

Kimi Raikkonen w ogniu pytań Mikołaja Sokoła

Na kilka dni przed inauguracją sezonu Kimi Raikkonen staje w ogniu pytań Mikołaja Sokoła. Jakie ma oczekiwania przed zbliżającym się GP Bahrajnu? Jak pracuje mu się z Robertem Kubicą? Czy daje swoim dzieciom taryfę ulgową? Koniecznie przeczytajcie rozmowę z Icemanem!

Kimi, jesteś w Formule 1 niemal dokładnie od 20 lat. Jak udało ci się pozostać sobą, zachować swoje podejście do życia i do Formuły 1?

Oczywiście przez parę lat nie było mnie tutaj, robiłem inne rzeczy. Jestem pewny, że to pomogło w prowadzeniu trochę bardziej normalnego życia przez ten czas. Zawsze robiłem wszystko po swojemu i wtedy łatwiej jest żyć w taki sposób, w jaki się chce. Można postępować tak, jak samemu tego się chce. Gdybyś udawał, to na pewno nie dałoby się robić tego tak długo i przy tym dobrze się bawić.

Na początku kariery w Formule 1, kiedy jeździłeś w Sauberze i McLarenie, czy trudno było pozostać taką osobą, jaką byłeś wcześniej? Może pojawiła się jakaś zewnętrzna presja, żebyś dostosował się do świata Formuły 1, bo szczerze mówiąc masz dość wyjątkową osobowość?

Nie, nie miałem z tym trudności. Ale myślę, że niektórzy ludzie mogli mieć z tym problemy. Ja jednak nie zamierzałem się poddawać i zawsze postępowałem tak, jak tego chciałem. Czasami były jakieś spory, ale ostatecznie wszystko kończyło się dobrze. Mogłem dalej być normalny, tak jak chciałem. Myślę, że musiało minąć kilka lat, żeby ludzie przestali próbować mnie zmieniać. Według mnie to jednak jedyna metoda, żeby spróbować wydobyć jak najwięcej z siebie. Trzeba postępować normalnie, bo tak jak powiedziałem, jeśli próbujesz działać wbrew sobie, to może będzie ci wychodziło przez rok albo dwa, ale na dłuższą metę to nie wypali.

Świetnie, że pozostałeś sobą. Pozostając przy presji i twoim wizerunku, z zewnątrz wygląda na to, że nigdy nie odczuwasz żadnej presji. Jak jest naprawdę, w środku? Czy to możliwe, żeby w tym świecie presja nie miała wpływu na ciebie i twoje działania?

Na pewno jest presja, każdy chyba ją odczuwa – nie tylko kierowcy, ale wszyscy, nie tylko w Formule 1. Każdy pracownik w normalnej pracy czuje presję i chce dobrze wykonywać swoje zadania. Generalnie w codziennym życiu też jest presja, praktycznie każdego dnia i tak samo było dwadzieścia lat temu. Naprawdę nie przejmuję się tym i staram się jak najlepiej robić swoje. Nic więcej nie mogę zrobić. W niektóre dni jest lepiej niż w inne. Jestem pewny, że każdy czuje presję, ale ja o tym nie myślę. To niczego nie zmieni, dopóki jesteś w stanie zrobić tyle, ile danego dnia możesz osiągnąć. A wynik końcowy i tak jest taki, jaki jest.

Uwielbiasz rywalizację w Formule 1 i ogólnie w motorsporcie, ale czy to przekłada się także na inne dziedziny życia? Czy musisz być najlepszy we wszystkim, co robisz, a może poza torem odpuszczasz i nie rywalizujesz?

Na pewno kiedyś tak było, ale teraz już nie. Robię rzeczy, które lubię i nie podchodzę do nich na poważnie. Oczywiście kiedy byłem młody, zawsze starałem się wygrywać z bratem czy kolegami. Teraz już tak nie jest. Czasami gram w coś z nastawieniem, żeby wygrać, ale przeważnie chodzi tylko o rozrywkę albo zwykły trening. Na pewno różne normalne rzeczy w życiu po prostu nie mają dla mnie większego znaczenia. Zwłaszcza teraz, z dzieciakami – wiadomo, że trzeba pozwalać im wygrywać.

W Formule 1 przeżyłeś wiele różnych epok, jeździłeś wieloma różnymi samochodami. W którym okresie miałeś największą frajdę za kierownicą? Kibice z tęsknotą wspominają erę silników V10 czy tankowanie podczas wyścigów, a jak to wygląda z twojej perspektywy?

Sam nie wiem. Oczywiście to nie ma znaczenia, czego my chcemy albo co nam się podoba. Nie my o tym decydujemy, więc takie rozważania nie mają znaczenia. Uważam też, że na przykład różnice między silnikami V10 i V8 oraz obecnymi V6 nie są duże, oczywiście poza innym dźwiękiem. Myślę też, że przepisy i same samochody niezbyt się zmieniły, za to bardzo zmieniły się opony i to ma wpływ na wiele innych rzeczy. Tankowanie? Dobrze byłoby do tego wrócić. Nie tylko dlatego, że mogłoby dochodzić do większych zmian podczas pit stopów, ale też dlatego, że samochody byłyby lżejsze i dawałyby więcej frajdy z jazdy. Sądzę, że to także poprawiłoby sytuację z oponami, które mogłyby wystarczać na dłużej i lepiej się zachowywać. Ale wiesz, przepisy są jakie są, a nam pozostaje tylko jak najlepsze ich wykorzystywanie.

Oczywiście, to nie wy macie wpływ na przepisy. Wspomniałeś o oponach i to jeden z tych elementów, którymi musicie zarządzać. Musicie zarządzać oponami, paliwem, całym samochodem. Gdzie zatem tkwi teraz wyzwanie, skoro nie jeździcie przez cały czas na sto procent?

Sądzę, że w ostatnich latach jest od tej strony coraz lepiej. Kiedy pojawiły się hybrydowe jednostki napędowe, to ta technologia była jeszcze świeża i było wiele niedopracowanych rzeczy. Trzeba było bardzo oszczędzać paliwo. Teraz w niektórych wyścigach można naprawdę mocno naciskać prawie przez cały dystans. Wiadomo, że czasami trzeba dbać o paliwo czy opony, ale zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić, więc to dla nas bardziej normalne. Tak jak mówię, to zależy od wielu rzeczy. Czasami możemy mocno cisnąć, czasami nie. Ale nawet w przeszłości, kiedy ja debiutowałem, też trzeba było oszczędzać paliwo, oszczędzać hamulce. Jest zatem tak samo, tylko trzeba dbać o inne rzeczy. Zawsze tak było, na niektórych torach bardziej niż na innych. Jest jak jest.

Co z czynnikiem ryzyka i niebezpieczeństwem? Masz teraz rodzinę, jesteś szczęśliwym ojcem i mężem, czy przez to myślisz o tym częściej? Na przykład kiedy widzisz takie sceny, jak wypadek twojego byłego zespołowego kolegi Romaina Grosjeana w Bahrajnie?

Właściwie nigdy za bardzo o tym nie myślę. Ja też miałem parę wypadków i oczywiście nie jest idealnie, kiedy tak się dzieje. A kiedy już się dzieje, to masz nadzieję, że w cokolwiek nie uderzysz, to skończy się to dobrze. Myślę, że w przypadku Romaina wiele rzeczy poszło źle w tym samym momencie i skończyło się to bardzo źle wyglądającym wypadkiem. Nie chodzi nawet o samo uderzenie, tylko o ogień, przez który wszystko wyglądało dramatycznie. Chyba zresztą nikt nie spodziewał się, że w dzisiejszych czasach może dojść do takiego pożaru. Sporo rzeczy poszło nie tak, ale to się zdarza. Najważniejsze, że z tego wyszedł. Na pewno zostaną wyciągnięte wnioski, żeby podnieść poziom bezpieczeństwa.

Czy kiedy walczysz na torze z innymi kierowcami, to masz różne podejście w zależności od tego, kto jest twoim przeciwnikiem? Na przykład z niektórymi możesz być bardziej agresywny, z innymi bardziej uważać?

Myślę, że zawsze tak było. Żeby uporać się z niektórymi rywalami, rzeczywiście można pojechać trochę ostrzej. Musisz wtedy wiedzieć, że zostawi ci miejsce i nie zrobi niczego szalonego. Po innych nie wiadomo, czego się spodziewać i co planują, kiedy próbujesz atakować. Ale tak było zawsze, nieważne czy w gokartach, czy w innej serii wyścigowej. Każdy z nas jest inny, każdy z nas inaczej się ściga i tak po prostu jest. 

Wiem, że kierowcy nie lubią wypowiadać się o kolegach z toru, ale chciałbym zapytać cię o Roberta. Wygląda na to, że dzielicie taką samą pasję do ścigania, że macie podobne podejście do życia i motorsportu, mieliście także podobne korzenie, bo wasze drogi do Formuły 1 nie takie proste i oczywiste. Jak go oceniasz, jako kierowcę i człowieka?

Lubię go jako człowieka, oczywiście nie znałem go za bardzo kiedy po raz pierwszy startował w Formule 1 i jeździliśmy w różnych zespołach. Oczywiście teraz poznaliśmy się lepiej, jest bardzo miłym i zabawnym facetem. Bardzo się cieszę, że wrócił do Formuły 1. Teraz się nie ściga, ale trzeba pamiętać, że jest bardzo mało miejsc w stawce. Ma ogromną wiedzę i dobrze, że ma okazję do jeżdżenia naszym samochodem. Może przekazać uwagi ze swojej perspektywy, która może się różnić od naszej, bo my jeździmy tym autem codziennie. To jest na pewno pomocne dla zespołu.

Czy znasz innych kierowców ORLEN Team? Mają niezłych zawodników w Rajdzie Dakar, może chciałbyś tam kiedyś spróbować swoich sił?

Nie wiem, Dakar to fajne zawody. Spotkaliśmy się chyba rok temu w Polsce, byli tam motocykliści startujący w Dakarze i załoga samochodowa. To fajnie, że działają w różnych dziedzinach motorsportu.

Jako sportowiec jesteś inspiracją dla wielu młodych chłopców i dziewczyn, którzy chcieliby pójść w twoje ślady. Czy za młodu miałeś swoje wzorce, czy po prostu robiłeś swoje?

Nie powiedziałbym, że miałem jakiegoś idola. Śledziłem poczynania fińskich zawodników i oglądałem wyścigi Formuły 1 w telewizji, ale nie za bardzo mi się to podobało. Mój brat jeździł w motocrossie, a syn kolegi mojego taty miał gokarta i tak to się zaczęło. Najpierw to było bardziej jak hobby dla nas i naszej rodziny, później jakoś nabrało rozpędu. Na początku nie było żadnego planu, że gdzieś dojdziemy i coś osiągniemy. To było tylko rodzine hobby, podróżowanie po Finlandii i starty w zawodach. Dopiero potem wszystko się rozrosło.

Co doradziłbyś młodym chłopakom i dziewczynom, którzy marzą o dojściu do Formuły 1 albo przynajmniej o porządnej karierze w motorsporcie, ale napotykają różne przeszkody po drodze?

To trudny temat, a wszyscy zawsze o to pytają. Przede wszystkim muszą wierzyć i dobrze się bawić tym, co robią. Niestety, niektórzy rodzice i ludzie z otoczenia młodych zawodników podchodzą do tego strasznie poważnie. Tak jest w każdym sporcie i łatwo jest odebrać młodym zawodnikom całą frajdę. Kiedy jesteś dzieckiem, nie chcesz robić niczego, co nie daje radości. Uważam, że trzeba dobrze się bawić i cieszyć się wszystkim, co robisz. Im jesteś starszy, tym bardziej poważnego podejścia nabierasz, ale to wciąż musi być coś, co lubisz robić. Gdybyśmy nie odczuwali frajdy, to nie wytrzymalibyśmy w tym zbyt długo. Muszą wierzyć w swoje możliwości, ważne też jest wyczucie czasu i czasami odrobina szczęścia, żeby wszystkie rzeczy ułożyły się na odpowiednich miejscach. Ważni są także dobrzy ludzie, którzy mogą pomóc. To, co młodzi mogą zrobić sami, to dawać z siebie wszystko i nie przejmować się gorszym dniem, bo później zawsze nadchodzi lepszy.