Poza oczywistymi zaletami przewiewności na upale oraz możliwości opalenia stóp, posiada jedną wadę. Zauważyłem pewnego wieczoru, iż, wracający z tak zwanego... siku, członkowie różnych, międzynarodowych ekip mieli na stopach zakurzonych dziwnie kropki. W woli wyjaśnienia, zwyczajem na Dakarze jest załatwianie potrzeby nie w toi-toiu, ale pomiędzy drugim a trzecim kołem ciężarówki – nigdy jednak nie na kole. Wysuszona do granic możliwości ziemia w pierwszej fazie nie przyjmuje rosy i odbija strumień na różne strony świata.
Tak oto sandał / klapek, najczęściej firmowy, na Dakarze wpasowuje się idealnie w powiedzenie: po butach ich poznali.
PS. Pracował ze mną dziwny człowiek, który pierwszego dnia w dziwnym sandale spalił sobie stopy do bąbli, po czym obraził się na panujące w Ameryce Południowej upały i nie ściągnął przed dwa kolejne tygodnie spodni.
PS2. Całkiem zdolny (do wszystkiego)
Buenas Noches.